piątek, 14 stycznia 2011

About boredom

Zaczynam się powoli nudzić. Te dwa tygodnie, a właściwie trzy, dały mi chwilę oddechu i czasu do ułożenia nowej wizji siebie. Przemyślenia tego, co chcę w życiu robić i do czego dążyć. Założyć cele i ustalić konkretny plan działania. Dostałam od losu trochę cennego czasu, którego zwykle brakuje, by coś nadrobić, głównie jeśli chodzi o docenienie tego, co się posiada, a czego zwykle się nie zauważa.

No dobrze, nie oszukujmy się. Wizji brak (może to i dobrze). Nic nie ułożyłam, poza książkami w (na?) regale i kubkami w kuchni. Z przemyśleń wszystko, tylko nie to, co tyczy mojego życia zawodowego. No może poza subtelną myślą, że ten czas był najlepszym moim czasem, i że chyba [nie, pewności nie mam absolutnie żadnej (przekonania niestety też)] powinnam tę drogę przemierzać dalej. Prawdą jednak jest to, że pojawia się pewna nuda. Zawodowa. I że niezawodowo, doceniam to, co mam stałego. Bez emocjonalnych uniesień i szarpań.

A tak naprawdę, najprawdziwszą prawdę, przeraził mnie (dosłownie), wycięty dzień z życiorysu. Byłam absolutnie (i absurdalnie) przekonana, że dziś jest czwartek. Do tej pory nie mogę dojść do siebie, a dochodzę od ładnych paru godzin.

Czas zacząć działać konstruktywnie. Czy raczej jakokolwiek.


PS. Niestety nadal, a może na powrót, mam cholernie mało wiary w siebie, swoje możliwości, zdolności. Za to cholernie dużo myśli, że jest tysiące takich dziewcząt jak ja, które być może mają lepsze umiejętności, predyspozycje i większe uzdolnienie.
Tak, czas zacząć działać.