Noszę w sobie smutek i pustkę.
Włączyłam playlistę. Wylałam wiadro łez. Osiągnęłam własną nirwanę. Pustostan.
Jestem niczym bulimiczka. Zażeram emocje, by je wyrzygać.
Matka Boska Masochistyczna.
sobota, 20 listopada 2010
poniedziałek, 15 listopada 2010
...
- Nie chciałam płakać przez ciebie, więc udaję, że to przez życie -
Mam w sobie ogromną potrzebę sprzedania swoich myśli. I nie chodzi o wylanie siebie na kogoś. Chodzi o przelanie tych samo układających się zdań w głowie.
Zapomniałam już jak pachnie kartka papieru i atrament w ulubionym piórze. Zapomniałam też jak pachnie świeżo nakładana farba i jakie wrażenie jest, kiedy trzyma się w palcach węgiel czy pastele. Zapomniałam o tym, co kiedyś sprawiało mi przyjemność i dawało odprężenie.
Czy w związku z tym, że nie znajduję czasu i (chyba głównie) chęci na te drobne przyjemności, mogę nadal swobodnie powiedzieć, że jestem sobą?
Uzupełnieniem:
I właśnie pomyślałam, że tu też piszę tak trochę do szuflady.
Mam w sobie ogromną potrzebę sprzedania swoich myśli. I nie chodzi o wylanie siebie na kogoś. Chodzi o przelanie tych samo układających się zdań w głowie.
Zapomniałam już jak pachnie kartka papieru i atrament w ulubionym piórze. Zapomniałam też jak pachnie świeżo nakładana farba i jakie wrażenie jest, kiedy trzyma się w palcach węgiel czy pastele. Zapomniałam o tym, co kiedyś sprawiało mi przyjemność i dawało odprężenie.
Czy w związku z tym, że nie znajduję czasu i (chyba głównie) chęci na te drobne przyjemności, mogę nadal swobodnie powiedzieć, że jestem sobą?
Uzupełnieniem:
I właśnie pomyślałam, że tu też piszę tak trochę do szuflady.
środa, 10 listopada 2010
Zmrożono
"...możesz udawać, że nie widzisz,
ja będę udawała, że nie czuję..."
Dlaczego ludziom tak ciężko przyswoić stan rzeczy, który nie idzie zgodnie z ich planem/myślą? Dlaczego wydaje im się, że ich plan jest tym jedynym, właściwym? Dlaczego zakładają, że te same marzenia i chęci krążą po orbicie myśli drugiej osoby? Dlaczego tak łatwo zapominają, że z drugiej strony stoi człowiek. Człowiek, z odmiennym stanem emocjonalnym, z przeciwległymi celami, z innymi potrzebami i diametralnie różniącymi się poglądami na życie/ siebie/ ludzi i świat? Przecież nie zmuszą nikogo do miłości ani polubienia szpinaku.
Po zastanowieniu - dobrze przyrządzony i przyprawiony szpinak, jest zjadliwy. Gdy od kilku dni nie będziesz mieć nic w ustach, powiesz nawet, że nie jadłeś nic lepszego. Miłość, której druga strona nie 'czuje', będzie zawsze towarem zalegającym twoje półki. Bo może to i ładne, ale zupełnie niepotrzebne.
ja będę udawała, że nie czuję..."
Dlaczego ludziom tak ciężko przyswoić stan rzeczy, który nie idzie zgodnie z ich planem/myślą? Dlaczego wydaje im się, że ich plan jest tym jedynym, właściwym? Dlaczego zakładają, że te same marzenia i chęci krążą po orbicie myśli drugiej osoby? Dlaczego tak łatwo zapominają, że z drugiej strony stoi człowiek. Człowiek, z odmiennym stanem emocjonalnym, z przeciwległymi celami, z innymi potrzebami i diametralnie różniącymi się poglądami na życie/ siebie/ ludzi i świat? Przecież nie zmuszą nikogo do miłości ani polubienia szpinaku.
Po zastanowieniu - dobrze przyrządzony i przyprawiony szpinak, jest zjadliwy. Gdy od kilku dni nie będziesz mieć nic w ustach, powiesz nawet, że nie jadłeś nic lepszego. Miłość, której druga strona nie 'czuje', będzie zawsze towarem zalegającym twoje półki. Bo może to i ładne, ale zupełnie niepotrzebne.
wtorek, 9 listopada 2010
Przyśniło się
Kocham moje sny. Są odzwierciedleniem stanu mojej psyche. Świadomie śnię rzadko. Każdy senny obraz jest więc przyjmowany z cichym błogosławieństwem.
Wczorajszy odbył się pod znakiem strzelaniny, krwi, adrenaliny i wiecznej ucieczki. Coś jak skrzyżowanie 'Resident Evil'a' z latami 30'tymi w Ameryce. Te lata 30'te to taka wisienka na torcie, do którego nie pasuje. Z miłości do prostego, klasycznego piękna.
Wczorajszy odbył się pod znakiem strzelaniny, krwi, adrenaliny i wiecznej ucieczki. Coś jak skrzyżowanie 'Resident Evil'a' z latami 30'tymi w Ameryce. Te lata 30'te to taka wisienka na torcie, do którego nie pasuje. Z miłości do prostego, klasycznego piękna.
piątek, 5 listopada 2010
Życzeniowo
Zastanów się dobrze czego chcesz, bo możesz to dostać.
Albo precyzuj życzenia.
Chciałam emocji. Dostałam. Niestety. To nie to. Czuję się teraz trochę tak, jakby ktoś usiadł mi na klatce piersiowej. Wczoraj serce waliło mi jak oszalałe, w głowie tętniło, tworząc mętlik. Na szczęście nie wpadłam na pomysł mierzenia sobie tętna, a ciśnieniomierza nie mam. Inaczej leżałabym pod kroplówką w szpitalu.
Zastanawiam się co ze mną jest nie tak. Coś musi. Nie rozmawiam z ludźmi, a jeśli już, to na zupełnie błahe tematy. Unikam spotkań. Dobrze czuję się tylko w sprawdzonym towarzystwie. Nic dziwnego, bo jeśli tylko otworzę usta, jeśli tylko zacznę z kimkolwiek prowadzić bliższą znajomość, choćby dla mnie to była najbardziej luźna, niezobowiązująca, dla drugiej strony błyskawicznie robi się czymś więcej.
Wczoraj podsumowałam moje znajomości. Przyjaciel gej - niegroźny. Para przyjaciół hetero - ona niegroźna, on gdyby mógł chętnie by się mną zaopiekował, tylko trochę nie wypada. No i J. Nie do końca rozumiem fenomen tej znajomości. Choć bardzo się cieszę, że otwierając usta nie muszę martwić się o kolejne wywoływane emocje. Pomyślałam, że to dlatego, że ma A. Co dla mnie jest zupełnie zrozumiałe.
I to tyle. Tyle z osób, z którymi mam stały, normalny kontakt. Taki, który nie powoduje u mnie skurczy żołądka. Każdy inny kończył się 'ja Cię prawie kocham', 'kocham Cię', albo 'nie potrafię tego określić, ale dawno tego nie czułam'.
Wczoraj było właśnie to ostatnie. Zaraz potem 'potrafię się zatroszczyć o siebie... i o Ciebie' a gdzieś między 'mam... odpuścić? nie postępować tak jak czuję? nie doceniasz mnie'. Na samą myśl jest mi słabo. Na samą myśl, że znów jest to samo. Dlaczego wszędzie gdzie się pojawię, musi się jednocześnie pojawić ładunek emocjonalny? Dlaczego on się pojawia teraz, kiedy jest dla mnie przykrością? Kiedy nie czuję się na siłach. Przecież w tą znajomość nie włożyłam ani grama siebie. Dozując informacje, dozując siebie, emocji w ogóle nie włączając, myślałam, że ochronię siebie, ją. I jak widać - nie potrafię.
Kupię sobie kaganiec. Albo knebel założę, a palce, żeby nie mogły nic napisać, poucinam. W innej wersji, pójdę do klasztoru. Złożyć śluby milczenia.
Amen.
Albo precyzuj życzenia.
Chciałam emocji. Dostałam. Niestety. To nie to. Czuję się teraz trochę tak, jakby ktoś usiadł mi na klatce piersiowej. Wczoraj serce waliło mi jak oszalałe, w głowie tętniło, tworząc mętlik. Na szczęście nie wpadłam na pomysł mierzenia sobie tętna, a ciśnieniomierza nie mam. Inaczej leżałabym pod kroplówką w szpitalu.
Zastanawiam się co ze mną jest nie tak. Coś musi. Nie rozmawiam z ludźmi, a jeśli już, to na zupełnie błahe tematy. Unikam spotkań. Dobrze czuję się tylko w sprawdzonym towarzystwie. Nic dziwnego, bo jeśli tylko otworzę usta, jeśli tylko zacznę z kimkolwiek prowadzić bliższą znajomość, choćby dla mnie to była najbardziej luźna, niezobowiązująca, dla drugiej strony błyskawicznie robi się czymś więcej.
Wczoraj podsumowałam moje znajomości. Przyjaciel gej - niegroźny. Para przyjaciół hetero - ona niegroźna, on gdyby mógł chętnie by się mną zaopiekował, tylko trochę nie wypada. No i J. Nie do końca rozumiem fenomen tej znajomości. Choć bardzo się cieszę, że otwierając usta nie muszę martwić się o kolejne wywoływane emocje. Pomyślałam, że to dlatego, że ma A. Co dla mnie jest zupełnie zrozumiałe.
I to tyle. Tyle z osób, z którymi mam stały, normalny kontakt. Taki, który nie powoduje u mnie skurczy żołądka. Każdy inny kończył się 'ja Cię prawie kocham', 'kocham Cię', albo 'nie potrafię tego określić, ale dawno tego nie czułam'.
Wczoraj było właśnie to ostatnie. Zaraz potem 'potrafię się zatroszczyć o siebie... i o Ciebie' a gdzieś między 'mam... odpuścić? nie postępować tak jak czuję? nie doceniasz mnie'. Na samą myśl jest mi słabo. Na samą myśl, że znów jest to samo. Dlaczego wszędzie gdzie się pojawię, musi się jednocześnie pojawić ładunek emocjonalny? Dlaczego on się pojawia teraz, kiedy jest dla mnie przykrością? Kiedy nie czuję się na siłach. Przecież w tą znajomość nie włożyłam ani grama siebie. Dozując informacje, dozując siebie, emocji w ogóle nie włączając, myślałam, że ochronię siebie, ją. I jak widać - nie potrafię.
Kupię sobie kaganiec. Albo knebel założę, a palce, żeby nie mogły nic napisać, poucinam. W innej wersji, pójdę do klasztoru. Złożyć śluby milczenia.
Amen.
poniedziałek, 1 listopada 2010
Cyk, cyk, cyk - pośpiesz się, czas ucieka
Starzeję się. Nie chodzi o fizyczność, o strukturę skóry, która przestaje być tak jędrna, o drobne zmarszczki wokół oczu, ani o siwe włosy, które zaczynają się pojawiać. Nie, fizycznością się nie martwię. Nigdy nie miałam obawy przed przemijaniem. Starzeję się mentalnie. Zawsze czułam się starsza, dojrzalsza, poważniejsza. Teraz jednak, zaczynam obawiać się, że na pewne rzeczy jest już za późno. I że zyskując dojrzałość, straciłam coś znacznie cenniejszego.
Z sentymentu, może trochę nieokreślonego smutku, nie napiszę nic więcej. Choć miałam piękny koncept na ten post.
Z sentymentu, może trochę nieokreślonego smutku, nie napiszę nic więcej. Choć miałam piękny koncept na ten post.
Subskrybuj:
Posty (Atom)