piątek, 17 czerwca 2011

'You're Electric'

Doświadczony człowiek może mieć duży dystans, albo dużo luzu. Staram się łapać to drugie.

Uczę się tego innego życia. Uczę się siebie, zaglądając w najgłębsze zakamarki swojego umysłu. Przeczesuję serce i duszę w poszukiwaniu nieznanych części swojej osobowości. Poznaję swoje samotne ego. Odnajduję się. Nie spodziewałam się tego. Zaskakujące, jak człowiek niewiele może wiedzieć o sobie. Samotność i pustka zaczynają być coraz bardziej znośne. Oczywiście nadal mam ucisk serca i mokre oczy, przy byle myśli. Nadal tęsknie - nawet bardziej niż tydzień czy dwa temu. Ale stawiam czoła innemu. Stawiam czoła życiu. Modlę się o inny czas - to prawda. Ale nie czekam na niego z założonymi rękoma. Przyjmuję życie z takim zachwytem i taką radością na jakie teraz mnie stać.

Wychodzę ze swojej skorupki. Powoli rozkwitam - jak kwiat, który dostał wody. Skupiam się bardziej na sobie. Możesz mi powiedzieć, że to egoistyczne, ale jestem teraz jedyną tak ważną osobą. Po raz pierwszy jestem ważna dla siebie. To zupełnie nowe doznanie. W ramach tego rozdysponowuję pieniądze, te które mam, i te, które będę mieć niebawem. I może to idiotyzm, ale potrzebowałam tego. Rozdysponowuję też czas - na rzeczy ważne dla mnie. Snuję plany. Na bliższy czas i bliższą, choć nieokreśloną przyszłość. Dziwnie jest nie ujmować nikogo w tych planach. Ale przyjemnie jest planować coś tylko dla siebie. Dla własnej przyjemności - bez uszczęśliwiania innych na siłę.

Kupuję błyskotki, noszę limonkowy lakier na paznokciach i taką samą koszulkę. I ktoś z boku powiedziałby, że to typowe zachowanie porzuconej kobiety, która ucieka od myśli i rzeczywistości. Ale ja nie uciekam. Myślę dużo, jak zawsze. A w pracy spędzam tylko osiem godzin. Choć spokojnie mogłabym dwanaście. Staram się po prostu żyć. A po dziewięciu latach chyba czas na zmiany. Czas odnaleźć swój blask i moc.

sobota, 4 czerwca 2011

Czasem musisz uwierzyć w sensowność czegoś, żeby dostać w tyłek

Przez 8lat znajomości nie straciłam wiary. Pomimo wszelkich przewijających się, raniących historii, nierozwiązanych spraw, przemilczanych problemów - wciąż wierzyłam. Wierzyłam, że każda kolejna, chwilowa fascynacja jest tylko chwilową fascynacją. Udawałam więc, że nie widzę, a fascynacje mijały. Wierzyłam, że przezwyciężymy każdy zły czas, i że razem uśmiechać się będziemy, kiedy wyjdą pierwsze, wiosenne promienie słońca. Wierzyłam w wspólną siłę i siłę każdej z osobna, gdy byłyśmy razem. Wierzyłam w wielokrotnie powielane uśmiechy nad wyjazdowymi lodami, których już więcej nie powtórzyłyśmy. Wierzyłam, że jestem tą spadającą gwiazdką, którą sobie wymodliłaś. I w każde wypowiedziane 'jesteś moim największym skarbem'. Wierzyłam w gotowość oddania życia za siebie nawzajem. I w to, że będę budzić się obok Ciebie do kresu swych dni, gdy Ty obiecywałaś kochać mnie jak stąd do końca kosmosu i jeszcze dalej.

Straciłam wiarę, kiedy rok temu stanęłam zrezygnowana przed faktem, że dwuletnie próby zwrócenia na siebie Twojej uwagi, nie przyniosły żadnego efektu. Że przez dwa lata byłam etatową, gałgankową przytulanką, kiedy idzie się w pośpiechu spać. Straciłam wiarę całkiem, kiedy znalazł się ktoś, kto pozwolił mi uwierzyć, że jestem warta każdej minuty i każdej sekundy. I choć ten ktoś poświęcał mi swój czas w nadmiarze, to jednocześnie, co dziwne, starał się, bym uwierzyła w swój związek, w Ciebie. Pozwoliłam Ci wtedy wrócić, licząc, że się nauczysz, jak starać się o mnie. Pozwoliłam, byś znów mogła być w moim życiu, licząc się z każdą tego konsekwencją. Pozwoliłam, bo tak bardzo Ci na tym zależało, a ja nigdy nie przestałam Cię kochać. Niestety, gładkie słówka okazały się nic nie warte, a zmarnowana szansa boli raną prometeuszową. Rozgoryczenie czuję tym większe, gdyż zdążyłam znów uwierzyć, że możesz być spełnionym marzeniem. A przecież wiesz, że ja nie marzę.

Upewniłaś mnie tylko, że na marzenia nie ma miejscu w moim życiu. Zwyczajnie, nie są możliwe do spełnienia. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak podziękować za wspólny czas i powiedzieć 'żegnaj'. Teraz muszę się nauczyć żyć bez Ciebie.


Bo nie można zatrzymać kogoś, kto tego nie chce...