sobota, 4 czerwca 2011

Czasem musisz uwierzyć w sensowność czegoś, żeby dostać w tyłek

Przez 8lat znajomości nie straciłam wiary. Pomimo wszelkich przewijających się, raniących historii, nierozwiązanych spraw, przemilczanych problemów - wciąż wierzyłam. Wierzyłam, że każda kolejna, chwilowa fascynacja jest tylko chwilową fascynacją. Udawałam więc, że nie widzę, a fascynacje mijały. Wierzyłam, że przezwyciężymy każdy zły czas, i że razem uśmiechać się będziemy, kiedy wyjdą pierwsze, wiosenne promienie słońca. Wierzyłam w wspólną siłę i siłę każdej z osobna, gdy byłyśmy razem. Wierzyłam w wielokrotnie powielane uśmiechy nad wyjazdowymi lodami, których już więcej nie powtórzyłyśmy. Wierzyłam, że jestem tą spadającą gwiazdką, którą sobie wymodliłaś. I w każde wypowiedziane 'jesteś moim największym skarbem'. Wierzyłam w gotowość oddania życia za siebie nawzajem. I w to, że będę budzić się obok Ciebie do kresu swych dni, gdy Ty obiecywałaś kochać mnie jak stąd do końca kosmosu i jeszcze dalej.

Straciłam wiarę, kiedy rok temu stanęłam zrezygnowana przed faktem, że dwuletnie próby zwrócenia na siebie Twojej uwagi, nie przyniosły żadnego efektu. Że przez dwa lata byłam etatową, gałgankową przytulanką, kiedy idzie się w pośpiechu spać. Straciłam wiarę całkiem, kiedy znalazł się ktoś, kto pozwolił mi uwierzyć, że jestem warta każdej minuty i każdej sekundy. I choć ten ktoś poświęcał mi swój czas w nadmiarze, to jednocześnie, co dziwne, starał się, bym uwierzyła w swój związek, w Ciebie. Pozwoliłam Ci wtedy wrócić, licząc, że się nauczysz, jak starać się o mnie. Pozwoliłam, byś znów mogła być w moim życiu, licząc się z każdą tego konsekwencją. Pozwoliłam, bo tak bardzo Ci na tym zależało, a ja nigdy nie przestałam Cię kochać. Niestety, gładkie słówka okazały się nic nie warte, a zmarnowana szansa boli raną prometeuszową. Rozgoryczenie czuję tym większe, gdyż zdążyłam znów uwierzyć, że możesz być spełnionym marzeniem. A przecież wiesz, że ja nie marzę.

Upewniłaś mnie tylko, że na marzenia nie ma miejscu w moim życiu. Zwyczajnie, nie są możliwe do spełnienia. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak podziękować za wspólny czas i powiedzieć 'żegnaj'. Teraz muszę się nauczyć żyć bez Ciebie.


Bo nie można zatrzymać kogoś, kto tego nie chce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz