poniedziałek, 30 stycznia 2012

Przyśniło się

,że na cały mój świat z kawałkiem wszechświata napadł potwór. Ta czarna otchłań z płonącymi, fioletowymi oczami pożarła każde moje słowo, każdą myśl, wszystkie dobra materialne i doczesne, a także duszę. Zniknęły wszystkie domostwa, w których palono w kominku. Zniknęły małe, roześmiane dziewczynki pałaszujące lody i kobiety - te smutne, lecz dzielnie niosące swój krzyż. Zniknęły łzy równie łatwo jak uśmiech w popołudniowym, letnim słońcu. Zgasły świece, a zapachy wywiał huragan. Muzyka przestała grać i me uszy opanowała niezwykła cisza - raniąc po tysiąckroć bardziej niż wszystkie najsmutniejsze piosenki razem wzięte. Wszystkie szafy przepełnione niepotrzebną zbieraniną wspomnień i marzeń z czasów 'kiedyś' i o czasach 'gdy' gwałtownie zebrało tornado czarnej dziury. Te opatrzone napisem 'teraz' też przepadły. Wszystkie torty czekoladowe, pasty i risotta trafiły w nienasycony żołądek, który nigdy nie pęknie i nie zwróci. Obrazy tego świata zakodowane w mej pamięci wyparowały na kilka sekund nim ja sama przepadłam.
Nie było więc czasu na żal.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

...

Pod powiekami palą słone łzy powstałe z smutku w sercu i goryczy w ustach. Ironia na języku smaga niczym pieciopalczasty bicz. Nie, nie mnie. Mnie smaga własny cynizm. Ludzkie dążenie do szczęścia, w które przestałam już wierzyć wbija kolejną szpilkę. Duszę się sztucznym uśmiechem. Duszę się sobą całą. Szarfa obcości na mej krtani powoli się zaciska. I coraz częściej nie znajduję miejsca dla siebie na świecie.


"Zamykam oczy chcę już spać
Nie spotkam ciebie
Nie ma na to szans
Niech noc trwa niech nie wstaje dzień (...)"

Bo przecież wszystkie piosenki są zawsze na temat.

wtorek, 10 stycznia 2012

Fire, walk with me

Stałam nad piecem bijącym ciepłem od wspomnień. W palenisku płonęły kolejne strony mnie samej. Niewysłane i niewręczone listy; zapiski z najintymniejszych myśli; myśli ulotne; i te, które nigdy nie doczekały się kontynuacji. Paliłam mapy wspomnień - z miejsc zapomnianych, niezwiedzonych lub zwiedzonych pobieżnie. Ogień obejmował każde jedno wspomnienie i każdy tegoż zalążek. Z prochu powstałeś...

Spaliłam więc część siebie.
Za uporządkowanie Ciebie w moim życiu ciągle wziąć się nie potrafię. Wiem, sentymentalna ze mnie idiotka. Minęło tyle czasu, a ból nie jest mniejszy. Nie radzę sobie ze sobą.
Nie radzę sobie bez Ciebie.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Do not disturb

Samotne święta, bo bez niej. Nowy Rok, tak inny, tak pusty. Za chwilę bezsensowne, samotne urodziny. A ja nawet nie mogę sięgnąć po szklankę z ulubionym drinkiem. Najchętniej nie jedną.
Potrzeba zresetowania głowy, bez możliwości spełnienia. Czy kiedy oszaleję, świat przystanie choć na chwilę?

Zakładam kir - ten miesiąc ogłaszam miesiącem żałoby.

Hydro

Kończyłam w wannie artykuł o nerwicowcach. Głęboki wdech, głęboki wydech. Powtórka - wdech, wydech. Nagle przed oczami zaczynają wirować skrystalizowane w myślach lęki, napięcia, obrazy z przeszłości, napady agresji. Potok niekontrolowanych łez, którymi się krztuszę. Ukrywam twarz w dłoniach. Wyję. Próbuję cicho - ostatkami racjonalnej świadomość odnotowuję, że jest środek nocy. Nie wychodzi. Opuszczam ciało po ściance wanny zanurzając się cała. Wyję niczym pies mimo wody w ustach. Może sąsiedzi nie usłyszą. Wynurzam się by zaczerpnąć powietrza. Przypominam sobie o hydroxyzynie leżącej na biurku. Mokra wybiegam z wanny - tabletkę popijam colą. Zalewając się łzami, z coraz bardziej przekrwionych oczu, czekam aż zacznie działać. Odliczam sekundy. Sekundy składam w minuty. Zabawa w stoper pozwala wyrównać oddech.

Jutro Pingwin. Czeka mnie spowiedź z kłamstwa, jakiego dopuściłam się podczas ostatniej wizyty. I spowiedź z tego napadu. Poruszymy więc moje ostatnie rozważania. I przyznanie, że do doktor chodzę po recepty, bo nie jestem w stanie z nią rozmawiać. Pytanie tylko jak przezwyciężyć lęk przed byciem ocenioną.