poniedziałek, 2 stycznia 2012

Hydro

Kończyłam w wannie artykuł o nerwicowcach. Głęboki wdech, głęboki wydech. Powtórka - wdech, wydech. Nagle przed oczami zaczynają wirować skrystalizowane w myślach lęki, napięcia, obrazy z przeszłości, napady agresji. Potok niekontrolowanych łez, którymi się krztuszę. Ukrywam twarz w dłoniach. Wyję. Próbuję cicho - ostatkami racjonalnej świadomość odnotowuję, że jest środek nocy. Nie wychodzi. Opuszczam ciało po ściance wanny zanurzając się cała. Wyję niczym pies mimo wody w ustach. Może sąsiedzi nie usłyszą. Wynurzam się by zaczerpnąć powietrza. Przypominam sobie o hydroxyzynie leżącej na biurku. Mokra wybiegam z wanny - tabletkę popijam colą. Zalewając się łzami, z coraz bardziej przekrwionych oczu, czekam aż zacznie działać. Odliczam sekundy. Sekundy składam w minuty. Zabawa w stoper pozwala wyrównać oddech.

Jutro Pingwin. Czeka mnie spowiedź z kłamstwa, jakiego dopuściłam się podczas ostatniej wizyty. I spowiedź z tego napadu. Poruszymy więc moje ostatnie rozważania. I przyznanie, że do doktor chodzę po recepty, bo nie jestem w stanie z nią rozmawiać. Pytanie tylko jak przezwyciężyć lęk przed byciem ocenioną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz