Pamiętam jak mam mówiła mi, że 'wyżej sram niż dupę mam', i jak się zżymałam, że jakże, że skądże znowu. W pamięci mam, jak z niemal pogardą na zarzuty mam, że inne dzieci dobrze się uczą, a ja - powiedzmy sobie szczerze, szkołą głowy sobie nie zawracałam - prychałam, że wiedza wyuczona nie jest żadną wiedzą. No bo przecież ja, ta cudowna, jestem taka oczytana, bo książki pochłaniałam oczami. I pamiętam jak mam mówiła, i nadal powtarza, że praca jest jednym z najważniejszych czynników w życiu ludzkim, a ja odpowiadałam, że ja nie chcę żyć dla pieniędzy, że są inne wartości. I że wolę zamieszkać w lepiance, niż gonić za pieniądzem jak oni, i nic nie mieć z życia.
Pamiętam, niezależnie jak się przed tym wzbraniałam w wypowiedziach, że zawsze uważałam, że w czymś tam jestem lepsza, więc taka zła nie jestem. Pamiętam też to, jak bardzo nie chciałam iść w ślady wszelkich dorosłych. I do teraz ideologicznie chciałabym pracować dla przyjemności. Pamiętam również, że w mojej myśli było to, że do czegoś w życiu dojdę, że coś osiągnę - paradoksalnie przy całym braku wiary w siebie i własne umiejętności. I ciągle w głowie bije myśl, że dlaczego mnie to wszystko spotyka, przecież jestem dobra, oddaje z siebie więcej niż mogę. I łamię wszystkie własne zasady by komuś obok było lepiej, szczęśliwiej, łatwiej. Paradoksalnie też, nieco próżnie, rozglądając się wśród otaczających mnie kobiet, mimo braku owej pewności siebie, uważałam, że może nie jestem top model, ale jestem - mówiąc oględnie - niebrzydka.
I teraz, zbliżając się do okrągłych urodzin, naszła mnie refleksja. Może wcale nie jestem w żaden sposób ładna. I skoro do tego momentu niczego nie osiągnęłam poza depresją, nie osiągnę już nic. Może więc czas schować dumę i przyjemność do kieszeni i iść pracować do tej 'rodzinnej' firmy, w której mam większe szanse na wypracowanie emerytury. I w gruncie rzeczy może nie jestem w niczym lepsza od kogokolwiek.
Może poza byciem co najmniej przeciętną, jestem brzydkim człowiekiem. Może moje wnętrze jest czarne jak noc. A próżność osiągnęła ekstazę. Przecież wszyscy ode mnie uciekają. Może czas zejść na ziemię i zacząć pracować nad sobą na nowo. Może kiedyś będę taka, jak ta wyidealizowana ja, którą chciałabym widzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz