Czuję, że się ocknęłam. Jakby ostatnie pół roku było snem. Jakbyś była majakiem. Nie, to nie koszmar, raczej przyjemny łatwy sen, tyle, że bez happy end'u. Zdarza się i tak. Za to, z pouczającym zakończeniem, taka lekcja pokory, dla tych, co zapominają, że czujność to podstawa funkcjonowania. Na pustyni, pożarłby mnie lew.
Morał historii, powodujący uśmiech, choć był też ten, przez łzy. Tak też się zdarza.
Morał historii, powodujący uśmiech, choć był też ten, przez łzy. Tak też się zdarza.
Przebudzona próbuję nadrobić czas, który uciekł przez palce. Myślę dużo. Nie, już nie o Tobie. A jeśli już, to zupełnie pośrednio. Napisałaś kiedyś, że nie wybaczasz. Ja jestem dumna. Może to ta zasadnicza różnica między nami? Może moja duma ma w sobie więcej klasy, a Twoje niewybaczanie ma znamiona mściwości?
Ostatnio (przyznam, pod wpływem lektury) pomyślałam, że przecież nikt, kto nie chce zrobić krzywdy, nie zapewnia, że jej nie zrobi? Że gdybyś miała czyste intencje nie zaczynałabyś znajomości od 'możesz mi zaufać, nie chcę Cię zranić'. I że trafiłaś na dobry, miękki grunt. Ot, chwila słabości.
Najważniejsza lekcja - w chwilach słabości, każdemu zdarzy się uśpić czujność, a słowa klucze zamiast kołatać w głowie, są wypierane. Bo o tych kluczach przypomniałam sobie dopiero, gdy sięgnęłam po książkę.
Ten list miał być formą rozgrzeszenia własnych win, której przecież nigdy nie przeczytasz. Ale ponieważ pokornie przyjęłam minione zdarzenia, wyciągnęłam wnioski i potrafię się nadal uśmiechać, myślę, że to już nie potrzebne. Może coś straciłam, z pewnością zyskałam. Bilans zysków i strat wychodzi na plus. Tak, nadal analizuję, teraz jakby trzeźwiej. A z bilansami ostatnio mi bardzo po drodze.
Ostatnio (przyznam, pod wpływem lektury) pomyślałam, że przecież nikt, kto nie chce zrobić krzywdy, nie zapewnia, że jej nie zrobi? Że gdybyś miała czyste intencje nie zaczynałabyś znajomości od 'możesz mi zaufać, nie chcę Cię zranić'. I że trafiłaś na dobry, miękki grunt. Ot, chwila słabości.
Najważniejsza lekcja - w chwilach słabości, każdemu zdarzy się uśpić czujność, a słowa klucze zamiast kołatać w głowie, są wypierane. Bo o tych kluczach przypomniałam sobie dopiero, gdy sięgnęłam po książkę.
Ten list miał być formą rozgrzeszenia własnych win, której przecież nigdy nie przeczytasz. Ale ponieważ pokornie przyjęłam minione zdarzenia, wyciągnęłam wnioski i potrafię się nadal uśmiechać, myślę, że to już nie potrzebne. Może coś straciłam, z pewnością zyskałam. Bilans zysków i strat wychodzi na plus. Tak, nadal analizuję, teraz jakby trzeźwiej. A z bilansami ostatnio mi bardzo po drodze.
Olałabym, zamiast robić słowny rewanż. Skasowanie tematu (osoby), jest najbardziej odczuwalne.
OdpowiedzUsuń