Odkąd wzięłam się za rozliczanie PITu (po raz pierwszy na ostatnią minutę) zastanawiam się co się ze mną stało. Gdzie się podziała ta poukładana kobieta, która z zamkniętymi oczyma mogła wskazać każdy potrzebny papierek?
Zgubiłam PIT 11, którego szukałam cały dzień. I zgubiłam całkiem PIT z zeszłego roku (zarówno 11 jak i 37 - a co tam, jak szaleć to szaleć), na podstawie którego mogłam się rozliczyć internetowo.To nic, że przetrząsnęłam już cały dom. PITów jak nie było, tak nie ma. Podejrzewam, że choć większość papierów M. nadal jest u mnie, te moje są dziwnym trafem u niej. Może gdybym nie rozliczała się na za pięć dwunasta zdążyłabym ustalić ich położenie. Ale skoro rozliczenie wysłałam pocztą, to machnęłam już na to ręką.
Nie wiem, gdzie jest ta silna dziewczyna, która zawsze siedziała mi na ramieniu i mówiła 'nie poddawaj się! dasz radę!'...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz