poniedziałek, 7 maja 2012

...


Odkąd wzięłam się za rozliczanie PITu (po raz pierwszy na ostatnią minutę) zastanawiam się co się ze mną stało. Gdzie się podziała ta poukładana kobieta, która z zamkniętymi oczyma mogła wskazać każdy potrzebny papierek? 
Zgubiłam PIT 11, którego szukałam cały dzień. I zgubiłam całkiem PIT z zeszłego roku (zarówno 11 jak i 37 - a co tam, jak szaleć to szaleć), na podstawie którego mogłam się rozliczyć internetowo.To nic, że przetrząsnęłam już cały dom. PITów jak nie było, tak nie ma. Podejrzewam, że choć większość papierów M. nadal jest u mnie, te moje są dziwnym trafem u niej. Może gdybym nie rozliczała się na za pięć dwunasta zdążyłabym ustalić ich położenie. Ale skoro rozliczenie wysłałam pocztą, to machnęłam już na to ręką.

Przez lata walczyłam ze swoją dupowatością. Z nieśmiałością, nieumiejętnością upominania się o swoje, czy odezwania się, gdy chodziło o obronę swojego imienia. A gdy się tego nauczyłam nagle zmasowany atak wszelkich zdarzeń odebrał mi całą pewność siebie. Do tego stopnia, że całkiem straciłam głowę.
Nie wiem, gdzie jest ta silna dziewczyna, która zawsze siedziała mi na ramieniu i mówiła 'nie poddawaj się! dasz radę!'...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz