Tytułem wstępu:
Za pół roku osiągnę magiczną liczbę lat - trzydzieści. I choć osobiście czuję się staro, a przynajmniej znacznie poważniej niż to co mam w metryce, to wydaje mi się, że trzydziestka to dobry wiek. Ma się już pewną dojrzałość, mądrość życiową, a jednocześnie wciąż się ma przed sobą życie. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że to najlepszy czas, ale myślę, że trzydziestki, to najlepsze lata po tych dziecięcych/ nastoletnich.
Część właściwa:
Przewiduję siebie tak dobrze, że chyba zatrudnię się jako meteorolog.
Zgodnie z przewidywaniami mój nastrój upadł i roztrzaskał się o posadzkę. Zaczęło się w południe. M. Wbita szpilka. Potok łez, kilka minut głupich myśli. Po chwili jednak doszłam do siebie. Pomyślałam nawet, że zaczynam się hartować. Tak krótko to wszystko trwało.
Jednak chwilę temu w ramach dostarczenia sobie rozrywki, poszłam poczytać ogłoszenia parafialne z cyklu 'ona szuka jej'. Zawsze na samo wspomnienie unoszą mi się kąciki ust w słodkiej ironii. Rozumiem samotność, rozumiem potrzebę kogoś u swego boku. Nie rozumiem desperacji i szukania na siłę. No i na głupotę mam alergię. Z tych ogłoszeń wydzierają kobiety, które nigdy w życiu mnie nie zainteresują.
Przeglądam te ogłoszenia, uśmiecham się i co lepsze fragmenty cytuję J. W pewnym momencie uderza mnie, że średnia wieku kształtuje się na poziomie 18-22. Z nielicznymi wypadkowymi poza tę normę. Potem są te 45+, które co jakiś czas próbują ze szczęściem grać w ruletkę.
Zaczynam się zastanawiać: po pierwsze gdzie są te kobiety w moim wieku? Po drugie, co ważniejsze, gdzie są te kobiety w moim wieku, które są normalne? Lub przynajmniej nie te głupie jak but. I dochodzi do mnie, że wszystkie normalne, inteligentne, ciepłe jakie znam, są już dawno w związkach.
J.: to są realia
ja: znaczy, że czas na ułożenie sobie życia już był?
J.: uhm
I nagle poczułam się bardzo, bardzo stara. Jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze jak z balonika. Jakby życie mi uciekło, jakby już nigdy nic więcej mnie czekało. Jakby miał nie być pisany ani jeden uśmiech, ani jedno drgnięcie serca. A przecież ja od dziecka wiem, że potrzebuję rodziny. Może nie tej tradycyjnej, ale kogoś przy kim będę mogła się budzić. Wiem też, że nie potrafię być sama. I jak kiedyś tylko to przypuszczałam, tak teraz wiem na pewno.
Widzę więc dwie drogi dla siebie:
1) Pójdę do zakonu. Tak, moja mam już to przerabiała gdy miałam 8lat.
2) Skończę najprawdopodobniej nieszczęśliwa za to z łatwiejszym życiem u boku mężczyzny.
I jakbym nie była stara do tej pory, zrobiłam się tak stara, że mogę umrzeć już teraz. Ze starości.
tylko niech ten chlop grywa w Diablo - wtedy darmowe dildo dostaniesz ;)
OdpowiedzUsuńGłupia ;P
OdpowiedzUsuńI leniwa. Dobrze, że treść pozwala mi Cię zidentyfikować ;)
bo mi sie podpisywac nie chcialo ;)
OdpowiedzUsuń