Miałam wczoraj inspirującą, rozmowę. No dobrze, rozmowa to może za wiele - szybką wymianę zdań z starym, niezbyt bliskim znajomym. Tak w sam raz między moją kawą w trakcie realizacji, a jego zamówieniem piwa. Rozmawialiśmy o coraz większym spłyceniu wszelkich relacji. Usłyszałam od niego, że to ponoć nowa domena Polaków. Że to właśnie nasz naród, tak dobitnie nie potrafi odnaleźć się w sytuacjach międzyludzkich. Tego nie wiem. Przyglądając się jednak społeczeństwu, nie wiem czy mam się rozczulić, rozpłakać czy śmiać do rozpuku. Fakt, żyję w specyficznym środowisku. Otaczają mnie specyficzni ludzie. Jednak śladowe tych wzorców widzę w ponoć 'normalnym' świecie. Ale od początku:
Opowiedział mi, pokrótce lata, kiedy się nie widzieliśmy. Wyjechał poza granice, jak zwykle w poszukiwaniu chleba, a znalazł się w szczęśliwym związku na kilka lat. Sam ten fakt budził jego największe zdziwienie. Pamiętamy wszak oboje jak ciężko, było mu się tu, w Polsce, z kimś umówić, spotykać i stworzyć coś bardziej trwałego. Jego najdłuższy związek to pół roku (nomen omen, z moim byłym współpracownikiem i tu sama jestem zdziwiona, że to tyle trwało, ów znajomy zresztą również).
Wieloletni związek rozpadł się przez niechęć tego znajomego do zmiany kontynentu, a partner udał się w podróż za dziećmi z swojego pierwszego życia. Bywa. Znajomy wrócił, a jego relacje są ciągle na etapie 'pierwszych randek'. Czyli już nawet nie 'magiczny tydzień'.
Nie po raz pierwszy słyszę, o syndromie 'pierwszych randek', stąd dzisiejszy tekst. Pomyślałam, że temat wart przemyślenia.
Zawsze bawił mnie homo światek. Tu płytkość emocjonalna zawsze była na porządku dziennym. Może trochę to zasługa marzeń - ciotki czekają na królewicza na białym rumaku. A przystojny i niegłupi stajenny zupełnie ich nie interesuje. Z lesbijkami jest podobnie, choć - to kobiety. Co za tym idzie, mają większą potrzebę domowego ogniska. Czasem więc z służki próbują, w swoich myślach, wyczarować księżniczkę. Życie jednak rozczarowuje. 'Księżniczka' nigdy nie będzie miała śladów po grochu, na choćby najpiękniejszym ciele. A nieszczęśnicy, w poczuciu głębokiej niesprawiedliwości, marzą nadal. Że też nikt w szkole nie uczy, że ideałów nie ma!
I tak, przez lata obserwowałam, jak tandemy stawały się jednostkami, żeby po chwili połączyć się dwójkami z kimś innym. Zmiany dokonywane na tyle często, że koniec końców ciężko im odpowiedzieć na pytanie: 'ile tych kochanków/ek było przy boku?'. Pomijając nigdy nie zadane: 'czy choć przez sekundę czułem/am się szczęśliwy/wa?'. To fascynujące i smutne zarazem, móc obserwować, jak co tydzień ktoś inny jest tym/tą jedynym/ną do końca życia. To właśnie 'magiczny tydzień'. W ten sposób można by było, ułożyć sobie bardzo magiczne życie. Tyle, że magii w tymże nikt by nie uświadczył.
Niestety, moi starzy znajomi dojrzali znacznie, czy, mówiąc kolokwialnie - posunęli się w czasie. Wraz z upływającymi latami rosła lista ich 'magicznych tygodni'. Nie oszukujmy się, poruszamy się ciągle w tym samym kręgu, ciągle te same 'bogactwa naturalne' eksploatujemy do cna. One muszą się kiedyś skończyć. Albo zostaje guma balonowa, pozbawiona smaku. Jest też trzecia ewentualność, sięgamy po truciznę, przed którą ostrzegano. I tym sposobem znajomi przeszli do okresu 'pierwszych randek'. Spotykają tych, którzy nigdy ich nie interesowali. Niestety nie ma już zbyt wielkiego wyboru i tylko tym podyktowana jest ta desperacja. Albo też umawiają się z tymi, z którymi 'magiczne tygodnie' mieli wszyscy 'znajomi'. I wszyscy, jak jeden mąż odradzali bliższą znajomość.
Patrząc na tą powierzchowność relacji, powierzchowność oceny drugiego człowieka i egoizm (tak, egoizm wiedzie prym) zastanawiam się, jakim cudem Ci 'nieszczęśnicy' od książąt i księżniczek mogą czekać na ideał. Przecież w życiu jak w biznesie, sprawdza się powiedzenie 'jak nie włożysz, nie wyciągniesz'.*
*Oczywiście całe zagadnienie mocno złożone, i zapewne powrócę do niego nie raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz