sobota, 7 sierpnia 2010

Wirtualne mruczenie nie jest podstawą budowy żadnej konstrukcji

Im bardziej staram się rozliczyć, tym więcej myślę. I choć myślenie mnie nie boli, ba sprawia niesamowitą przyjemność (ach, ten analityczny umysł!), tak o tym myśleć nie chcę. Lubię moje ciśnienie w granicach normy. Puls, choć czasem zbyt wolny, też lubię. Nie ma sensu ani jednego, ani drugiego podnosić. Tak, lubię siebie i, choć to dziwne, jestem z sobą pogodzona.

Nie pozostaje mi nic innego, jak puścić w diabły część przeszłości. Jakże prosto usunąć wirtualną historię. Wystarczy po tendencyjnym [Delete], jakże często używanym [Enter] potwierdzić decyzję. Zatem do widzenia.

2 komentarze:

  1. To może zrób to raz-dwa, duże natężenie myślenia, ale za to w krótkim czasie? Bolesne catharsis i życie dalsze, lub po prostu od nowa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje życie toczy się dalej. Nie potrzebne mi też catharsis, dokonało się już. Czasem tylko niektórzy nie chcą się pogodzić z zmiennością losu.

    OdpowiedzUsuń