...nigdy nie wiesz na jaką trafisz.
Poranny telefon. Znów poczułam, że pewny grunt umyka mi pod nogami. I nie, żebym nie przewidziała, żeby sytuacja mnie zaskoczyła. O nie, to nie zima, która zwykle zaskakuje drogowców. Wszystko wydarzyło się w granicy przeanalizowanej na wskroś wielokrotnie. Tylko czas mnie zaskoczył. Nie w połowie miesiąca, u licha! - pomyślałam. I druga myśl: ten rok miał być w końcu dobrym rokiem!
Wiedziałam przecież, że to nastąpi, nawet dokładnie taki czas dałam na realizację. Ta wewnętrzna wiedźma ple-ple znów się sprawdziła. I ja, jak to dziecko, co na złość babci odmrozi sobie uszy - choć wiedziałam, że zawsze, zawsze się sprawdza, to żadnych kroków nie podjęłam - bo przecież to zawsze samo się układa. Tylko tym razem, gdy poczułam, że nie panuję nad sytuacją, to opcja 'samo się' przestała istnieć. Z paniką przez chwilę biło mi serce. Dziwność tej reakcji była dla mnie syndromem 'starzejesz się, kotku'. I tak nagle, jednak niespodziewanie, okazało się, że mogę być spokojna. Że żyję i mam się dobrze, i przyszłość też ma się nieźle.
Moją zabawkę, dziecko, w które włożyłam mnóstwo serca, emocji, czas pomijając, wydzierają mi z ręki. Do końca miesiąca muszę zmienić pracę. I jak zwykle 'samo się' układa. Mam już opcję. Nawet dwie. Przy czym, żeby do drugiej przejść (bardziej obiecującej, pozostając w branży), muszę pierwszą odbębnić (ciekawa propozycja, choć siebie specjalnie tam nie widzę). Mam też zapowiedziany awans. I oficjalne pozwolenie na szukanie innych ofert 'wiem, że to nie Twoja branża, więc gdybyś znalazła coś ciekawszego, zrozumiem, choć bardzo chciałbym Cię tam widzieć'.
Lubią mnie jednak. Muszą lubić. W życiu z dniem wypowiedzenia nie miałam nowej oferty pracy, w dodatku od własnego szefa.
Tak, ten rok musi skończyć się dobrze. Sięgam z nadzieją po słodszą część tego pudełka.
mając czekoladki, zawsze sprawdzam spód opakowania, przynajmniej mam podpowiedź odnośnie smaków i rozważniej dobieram te, na które akurat mam ochotę
OdpowiedzUsuń