poniedziałek, 27 lutego 2012

Powinnam wiedzieć

że ten wieczór tak się skończy.
Pierwszym sygnałem były niekontrolowane łzy podczas jakiegoś kawałka. Teraz nawet nie pamiętam co to było, ale nic, co działa na mnie jakoś szczególnie nastrojowo. Wiem, że za tym nie przepadam. Wykonanie też nie było porywające - z tego co pamiętam. Po prostu nagle z oczu popłynęły mi łzy. Chwile trwało zanim zdołałam powstrzymać te strumyki płynące policzkami. W sam raz na powrót S.

Drugim był szaleńczy humor. Wygłupy, idiotyzmy wręcz innych, doprowadzały co rusz do gromkiego śmiechu. Wręczanie 'oscarów' zakończone 'pokazem mody' - któż by nie chciał tego przeżyć jednej nocy?! Tak, było fantastycznie, za co dziękuję.
Ale proszę już przy mnie więcej takich numerów nie odstawiać. Nie mogę kończyć w pustych czterech ścianach z kotem, który mnie wkurwia. Nie mogę kończyć z oczami pełnymi łez, których ani nie muszę, ani nie potrafię zahamować. Ani z wyciem przez zęby i kołysaniem się jak dziecko z domu dziecka, które samo siebie próbuje przytulić.

Nie mogę też kończyć z myślą 'a może to dobry czas na koniec?'. Bo co jeśli któregoś dnia na samej tej myśli się nie skończy?


___________________
Mam dość. Poważnie.
Nie potrafię tak żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz