poniedziałek, 15 października 2012

Delete - czyli po drugiej stronie 'nielustra'.

Usunęłam się z relacji międzyludzkich. Trochę z obawy, że kogoś obciążę sobą nadto, trochę z obawy przed relacjami w ogóle.

Przedstawiam wszystkim wygodną wersję samej siebie. Znów gładkimi kłamstwami tłumaczę, że potrafię być ze sobą. Że pogodziłam się z samotnością. Kłamię tak sprawnie, że czasami sama w to wierzę. A tak naprawdę pogodziłam się z tym, że historia jest zmienna, że los toczy się we własnym, nieprzewidywalnym kierunku. Pogodziłam się, że nie ma u mego boku M. i z tego jednego jestem nawet bardziej niż zadowolona. Jednakże z samotnością pogodzić się nie potrafię. Mimo, że czasem potrzebuję przestrzeni do swobodnego oddechu.

Zauważyłam, że im bardziej samotna się czuję, a zdarza mi się to coraz częściej, tym bardziej wyłączam się ze świata zewnętrznego. Tworzę sobie więc błędne koło. Zamykam się w świecie książek, czy wizji reżyserskiej oglądanego obrazu. I na ogół wyłączam myślenie. Mogłabym powiedzieć, że jest mi wtedy dobrze, ale to tylko zawieszenie. Do czasu, aż słowa, obraz, dźwięk nie doprowadzą mnie do bezdechu na kanapie.

S.: Nie jest Ci samotnie tak samej w domu?
Ja: Nie. To znaczy wiesz - mam swoje dni, ale nauczyłam się być ze sobą.
S.: I co robisz, jak nie chcesz być sama?
Ja: To nie jestem. Albo i jestem.

Nie zauważył, że spotykamy się rzadko, jak na nas bardzo rzadko. Normalnie zapytałby, z kim się zatem widuję. Widujemy się tylko, kiedy on sam zaproponuje spotkanie. Choć czasem pyta, dlaczego się nie odzywam, to nie zauważył, że relacja nam się zmieniła. I nie wie, że już nie wróci na swój pierwotny tor. Ciężko mi się już chyba przyjaźnić. Ciężko, bo nie chcę wchodzić w relacje, w których dostanę po tyłku. A już na pewno nie wejdę w relację, w której już raz po nim dostałam. Z reszty na wszelki wypadek sama się wycofuję. 

W tym moim strachu czasem boję się, że strach będzie jedynym pełnoprawnym towarzystwem mojego życia.

PS. Nienawidzę jesieni. Nienawidzę zimy. Nienawidzę zimna i braku słońca - wtedy zawsze jest mi jakoś gorzej. Trzecia z kolei zapowiada się istną tragedią.
I choć ostatnim marzeniem kilku miesięcy jest wyjazd do Norwegii i Szwecji, wiem, że za Chiny Ludowe nikt mnie tam nie wyśle na stale. Liczba samobójstw z powodu pogody jest tam za wysoka.

2 komentarze:

  1. Ja też chcę tam kiedyś pojechać, na północ. Na razie to odkładam na potem. Ale dobrze mieć coś takiego do zrealizowania. Ja się tak już dawno wycofałam ze znajomości i przyjaźni, ale mam rodzinę, zawsze jest ktoś w chałupie, więc nie czuję samotności. Ktoś by Ci się przydał, to pewne. Tego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze mieć, bo bo od lat nie mam marzeń. Nie wiem tylko, czy z zrealizowaniem problemu nie będzie. Ale cóż, zawsze mogę użyć google maps.
    Też mam rodzinę, i choć doceniam, że ją mam, że mogę na nich liczyć, to bywa, że mam przesyt. Może dlatego, że czasem wygląda to bardziej jak obowiązek meldunkowy niż przyjemność.
    Samotność odczuwam i wśród ludzi, i z drugim człowiekiem u boku. W moim wypadku obecność ludzi w żaden sposób nie redukuje samotności. Od pewnego czasu już nie.
    A co do tego, że by ktoś się przydał - chyba nie. Tzn tak, czuję samotność. Nie, nie czuję potrzeby szukania kogoś. Nie czuję potrzeby posiadania. Więcej - myślę, że na swój pokręcony sposób dobrze mi. Nie wyobrażam sobie bowiem teraz nikogo w moim życiu. Myślę, że żadne z nas (ja i ten ktoś) nie odnalazłoby się w tej relacji. Ja z pewnością. A dla tej drugiej osoby byłaby to męczarnia.

    OdpowiedzUsuń