piątek, 27 sierpnia 2010

Wycinanka

Czasem myślimy, że niektórzy ludzie będą przy nas zawsze. Że niezależnie od tego, co się wydarzy, jak potoczą się dalsze losy, relacja, choć może zmodyfikowana, będzie trwała. Czasem, choć bardzo chcemy inaczej, odcinamy się sami. Innym razem, obie strony po prostu nie dorastają do modyfikacji. Albo te, przerastają. A czasem wyrastamy ze znajomości.

Podobnie myślałam, kiedy kilka relacji zmierzało do nieuchronnego wymarcia. Myślałam, że kilka osób będzie stale. Myślałam, że pokład przyjacielski, jaki budowałam przez lata, będzie wyznacznikiem wartości. Że ta wartość pozwoli zachować znajomość. Ale wtedy młodzieńcza naiwność nie pozwalała mi, na wzięcie poprawki.

Myślałam też, tak zupełnie naiwnie, że kocha się zawsze. Że uczucie, nawet po zakończeniu związku, w jakiś sposób zostaje. W końcu niejednokrotnie można usłyszeć, że uczucia, zwłaszcza te pierwsze, zostawiają ślad na całe życie. Przeżywając swoje, dochodzę do wniosku, że to brednie, które mógł wymyślić tylko romantyk, żyjący przeszłością.
Wraz z upływającym czasem, uczucie wyparł sentyment. A teraz nawet i tego nie ma. Może dlatego, że nie żyję wspomnieniami, że nie wracam wstecz. A pędzę przed siebie i w biegu widzę jedynie światełko do przyszłości.

Spotkanie towarzyskie. Usiadłam z nią przy jednym stoliku. Grupa wesołych dziewczyn pochylonych nad ciastkami. Gwarno, rozmowy, uśmiechy zamiennie z salwami cichego śmiechu. A w mojej głowie pustka. Uczucie, jakby spotkała tą dziewczynę drugi raz w życiu. Jakby za pierwszym razem spotkanie było przypadkiem. Jakbyśmy nie wypowiedziały wtedy zbyt wielu znaczących słów. Raczej skupiły się na kurtuazyjnym 'cześć', uśmiechu i podążeniu w swoją stronę. Wrażenie jakbym jakoś ją znała, ale jednocześnie wciąż była obcą mi osobą. Tak też było i na tym spotkaniu. Kurtuazja i podtrzymywanie dystansu. Jakby żadna z nas na tym ponownym spotkaniu nie była zainteresowana poznaniem. Bo w sumie przecież nie była.

Nie chciałam nigdy ocknąć się z przekonaniem, że ktoś, niegdyś bliski stał się obcy. Nie chciałam, a wyszło. Widać nie byłyśmy gotowe na zmianę relacji na przyjacielską. Nie byłyśmy gotowe, na jakąkolwiek relację. Choć przecież przyjacielem zawsze starałam się być w pierwszej kolejności. I choć zawsze powtarzałam, że zawsze nim będę.
Kiedyś zastanawiałam się, co by było, gdybym zechciała odnowić stare przyjaźnie. Teraz już wiem, że skończyły się w swoim czasie, a nic co odgrzewane, nie smakuje tak samo.

4 komentarze:

  1. z drugiej strony, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, jak powiadał heraklit- bo rzeka ta nigdy nie jest tą samą.. myślę, że wiele nowych-starych relacji blokuje to, iż myślimy, że znamy tę osobę, a ona cały czas się zmienia. to tak trochę przekornie, z drugiej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie za dużo na raz?

    OdpowiedzUsuń
  3. moze po prostu zamarzala zbyt dlugo by odmrozic sie w ciagu paru minut..
    pizze w mikrofalowce rozmrozisz, ale mamuta z epoki lodowcowej trzeba dluzej trzymac

    OdpowiedzUsuń
  4. No masz. Tłumaczyłam już raz, a dziś jestem zbyt chora, żeby tłumaczyć drugi. Ale chętnie oddam termofor - powolne odtajanie powinno się przysłużyć :)
    PS. Nie, nie mam oczekiwań, zaskakującym było jednak odkrycie, że z J. całkiem fajnie ułożyła się relacja. Ot, myśl do przelania :) (no to tłumaczenie w telegraficznym skrócie walnęłam ;))

    OdpowiedzUsuń