'Jeśli spoglądasz wstecz i odtwarzasz w pamięci ostatni rok, a z oczu nie płyną Ci łzy radości ani smutku, uznaj go za stracony.' Ziółko, 'Ally McBeal'
Przejrzałam szybko w pamięci ostatni rok. Poznałam kogoś, kto uzmysłowił mi, że potrafię wciąż się otworzyć, że potrafię czuć i odbierać rzeczywistość i siebie przez inne pryzmaty. Poznałam ludzi kreatywnych, od których bije zapał i pozytywne, wręcz optymistyczne nastawienie do świata. Zdobyłam kilka cennych doświadczeń, w tym to, że jednak potrafię publicznie występować. Upewniłam się, że praca jednak może być przyjemnością, jeśli jest pasją (i że wcale nie chcę robić nic innego, choćby oferowano mi najpewniejszą acz nudną pracę świata). Wiem też, że wcale nie tak trudno się pracuje, w jak mi się wydawało do tej pory, specyficznej i hermetycznej grupie ludzi. Nabrałam przeświadczenia, że pewność siebie, nie jest czymś, co należy się wybranym i czeka na nich w przygotowanych, kolorowych pudełkach. I wciąż podtrzymuję - mam wokół siebie ludzi, przyjaciół, na których mogę liczyć, niezależnie od sytuacji.
I teraz się zastanawiam, co ja robię od trzech miesięcy. W dresie, z pewnością siebie, odłożoną do pudełka, z przygaszonymi oczyma, które narcystycznie nie odbijają się w żadnych innych, zażerając smutek.
Opracuję więc autorską metodę kilku kroków, które pozwolą mi wrócić do siebie sprzed pół roku.
Krok pierwszy - czas zrzucić te 5kg, które nadprogramowo przypałętały się tej zimy. Ławeczka odgruzowana z zapuszczonej (tak samo jak ja) sypialni.
Program naprawczy mode on - miałam w końcu piękny rok. A, że nie cały? Cóż trzeba się nauczyć przekuwać porażki w sukcesy.
Cudownie, Pi.
OdpowiedzUsuń