Moja była dziewczyna słysząc pytanie 'kiedy się wyprowadzisz?' słyszała 'wypierdalajnatentychmiast'. A także co gorsze, z łatwością uwierzyła, że byłam z nią z powodów finansowych i 'rżnęłam ją na kasę'.
Moi 'przyjaciele' wyszli z założenia, że z moją pracą jest coś bardzo nie tak i to z mojej winy bo nagle przestałam do niej chodzić, nagle przestałam odbierać telefony, i odmówiłam wszelkiego kontaktu z owym miejscem, i zupełnie nagle wymyśliłam psychiatrę.
Czuję się jak we śnie. Ciężkim, mrocznym, duszącym. Takim, w którym na początku dostaje się obuchem w głowę, a potem jest coraz gorzej. Jestem oszołomiona i kręci mi się w głowie. Nie dowierzam. Zastanawiam się, gdzie są ludzie, których wydawało mi się, że znam i o których myślałam, że znają mnie. I zastanawia mnie, dlaczego ciągle czuje potrzebę zaprzeczeniu wszystkim świńskim pomówieniom, dlaczego czuję potrzebę wyjaśnienia?
Z wczorajszej więc rozmowy zainspirowanej powyższymi:
'Na litość boską, co cię interesuje co inni o tobie myślą?!' Widzę siebie oczami innych. Jestem jak pies, którego możesz skopać jeśli tylko mnie lubisz, jeśli tylko mnie kochasz. Jeśli tylko będę ci potrzebna.
'Zachowujesz się czasem, jakbyś czekała, że ona zmądrzeje i wróci do Ciebie' ... Podświadomie, nie chcąc się do tego przyznać, tak właśnie jest. W moim przypadku mieć po co żyć, to mieć dla kogo żyć.
'Dlaczego swojej terapii nie potraktujesz jako źródła swojej siły?!' Bo wstydzę się, że się na niej znalazłam. Nie dlatego, że uważam terapię za coś złego, tylko dlatego, że sama nie dałam rady. Wstydzę się swojej słabości...
Osłabiłam S. Siebie osłabiam od lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz