Nie mogę spać. Jest trzecia, a ja nie czuję się ani trochę senna. Za to najchętniej zaszyłabym się pod kołdrą - tak by schować się przed całym światem. Tyle, że mam atak duszności i kołdra wywołałaby tylko dodatkowo klaustrofobię.
Co więc można robić gdy się nie śpi? Słuchać opery i myśleć. Albo słuchać czegoś innego, bo 'Traviata' jednak dziś nie działa. Myślenia nie wyłączając.
I tak: wyłączyłam się ze świata zewnętrznego, wyłączyłam się z ludzi. I co? Jestem w tej samej - przepraszam za wyrażenie - czarnej dupie. Nie, nie tej samej. Jakoś głębiej.
Jeden krok, którego wciąż nie potrafię postawić. Czy przy całym moim zobojętnieniu obawa przed bólem też się kiedyś zdewaluuje? Czyż wszystko nie byłoby łatwiejsze, gdybym nie urodziła się panikarą?
Rozmyślając nad tym pochłonęłam dwie tabliczki czekolady. To mój rodzaj autoagresji. Może da się zażreć na śmierć?
Jestesmy...
OdpowiedzUsuń:*
Usuń